Wróciłam z miasta, weszłam do swojego pokoju, na łóżko rozsypałam leki. Wzięłam do ręki siatkę szarą z motywem jogi, taką zręczną, taką wygodną, taką mniejszą od wszystkich innych siatek i zaczęłam ją składać, aby włożyć do torebki. Pamiętam tylko, że doszłam z nią na koniec pokoju i od tego momentu siatki nie ma. Najpierw byłam w...wiona, ale ten mój, jak zwykle, uspokoił sytuację i zaczął sam szukać. Wiele razy było tak, że gdzieś coś położyłam, nie mogłam za nic w świecie znaleźć, on zawsze znajdował i zawsze powtarzał, tylko spokój, nerwy nic ci nie pomogą. Ale nie tym razem. Siatka przepadła. Obszukaliśmy cały dom, zajrzeliśmy w każdy kąt, nawet do lodówki, nawet do zamrażarki no po prostu wszędzie, siatki nie ma. Kiedyś gdzieś czytałam, że w domach grasują jakieś duszki. My ich oczywiście nie widzimy. Czyżby sprawcą tego wszystkiego był domowy duszek? Jeśli, to teraz skubany chodzi sobie dumny i śmieje się z dziadków.😉😃.
U lekarza
Kolejna wizyta u okulisty i kolejny raz stabilnie. Ucieszyłam się bardzo. Tak, że może jeszcze trochę pobloguje.. 😉😁.
Dla lepszego samopoczucia
Przejrzałam garderobę i szafki w kuchni. Sporo rzeczy wyrzuciłam. Dobre jakościowo zaproponowałam koleżance i z wdzięcznością wzięła. Od razu lepiej się poczułam. Niektóre trzymałam, do momentu "a może przytyję". Jak na razie widoków nie ma, a jak coś......., to kupię nowe. To samo z torebkami. Jak jakaś nie sprawdza się, od razu jej u mnie nie ma. Jak człowiek ma za dużo, do w końcu nie wie, co ma. Tak było z białą krótką bluzeczką. Szukałam po sklepach, a ja podobną mam. I w szafie luźniej i w głowie luźniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)